– Tak, i wszystkie traktuję wyjątkowo. Jakby były moimi dziećmi. –

- Owszem. Może ty coś z nią zrobisz. Ja się poddaję.

Jedna
jest pokryta małymi plamkami.
mogły pogadać o książce.
jednak zbliżał się do niej, naprężała się jak struna.
śniadania.
na bliźniaki ostrzegawczo.
emocji głosem. – Chciałam, żeby tu było przyjemniej. Tak jak w prawdziwym
- Chyba mnie pani nie zrozumiała. Nie chcę
Kate pokręciła głową.
- Kolacja? - zapytał Jack nachylając się nad blachą
- spytała złośliwie.
nie znalazła. Zrozpaczona spojrzała na kanapę. Jednocześnie zwróciła
spotkaliśmy się może wcześniej?
- Owszem. Ale najpierw musiałam oderwać rękę od

pewien.

Zbyt wiele razy w jego życiu najbliższym groziło śmiertelne niebezpieczeństwo. Nie po raz
– Buuuu – szepczę.
127
Tylko z Zachodniego Wybrzeża dzwonią od nas po północy, prawda?
- Halo? Kto mówi? - Sugar powtarzała pytająco imię swojego kochanka. Głupia! Atropos
Ten, kto morduje w Los Angeles, nic mi nie zrobi.
- Cholera! - Montoya zacisnął usta i pogrzebał w kieszeni kurtki, jakby szukał nieistniejącej paczki papierosów. - Sprawdziłem informacje o zaginionych i dowiedziałem się, że w pobliżu wyspy St. Simons wyłowiono ciało kobiety. - Pomyślał pan, że to może być Marta? Skąd się pan tak szybko o tym dowiedział? - Postarałem się. - Był bardzo pewny siebie. Hardy. Reed od razu go polubił. - Przywiozłem dokumentację stomatologiczną. - Ma pan ją przy sobie? - To już zaczynało wyglądać trochę dziwnie. - Kopię. Ale do identyfikacji wystarczy. - Czy nie jest pan w to zbyt mocno zaangażowany? - zapytał Reed. - Niektórym tak się wydaje. Ale się mylą. - Może powinien pan trochę odpuścić. Spojrzeć na to z perspektywy... A znaleziona kobieta to nie Marta Vasquez. - Nie? - Odetchnął z ulgą, unosząc szerokie ramiona. - Jest pan pewien? Reed podsunął mu raport. - Tak. Montoya zaczął czytać. Gdy przeszedł do opisu sekcji zwłok Rebeki Wade, twarz mu stężała. - Chory sukinsyn z niego. - Albo z niej. - Kobieta? - Bardzo możliwe. - ...która obcina ofiarom języki. - Na to wygląda. - Cholera! - Montoya dopiero teraz usiadł. - Zetknąłem się już z kilkoma pokręconymi facetami. Dwóch miało naprawdę nieźle porąbane. Jeden mówił o sobie Ojciec John, a drugi nazwał się Wybrańcem. Seryjni zabójcy. Obaj mieli dziwne religijno-sadystyczne odchylenie. - Nasz zabójca wybiera osoby związane z jedną bogatą rodziną - powiedział Reed. Może warto, by Montoya rzucił na sprawę świeżym okiem. Facet miał spore doświadczenie. Reed czytał o tych seryjnych mordercach z Nowego Orleanu. Niezłe świry. To właśnie Montoya pomógł ich złapać. - Za godzinę miałem jechać do St. Simons, żeby to sprawdzić. - Wskazał na raport. - Mogę się z panem zabrać? - zapytał Montoya. - To chyba niezły pomysł. - Reed pomyślał, że przyda mu się wszelka pomoc. Ktokolwiek wykańczał Montgomerych, robił to niezwykle sprawnie i coraz bardziej zwiększał tempo. - Nasza ostatnia ofiara nie wygląda zbyt dobrze - dodał. - Przeleżała trochę w wodzie. - Nie ma problemu. Reed spojrzał Montoi prosto w oczy, ale ten nie odwrócił wzroku. Nawet nie mrugnął. Nada się. Tropiąc tych zabójców, niejedno już widział. - Zabieram pana. - Co Rebeka Wade ma wspólnego z rodziną Montgomerych? Reed opowiedział mu o jej powiązaniach z Caitlyn Montgomery Bandeaux, gdy z korytarza dobiegły ich szybkie kroki Morrisette. Wpadła do pokoju uśmiechnięta jak kot, który dobrał się do śmietanki. - Zgadnij, co mam!
mnie, a nie od innych czy z telewizji. Kiedy media połączą morderstwa Shany i Lorraine ze
wypuszczą i dadzą mu ogon. Na posterunku nie miał nic więcej do roboty.
– Nie wiem, czy mogę ci uwierzyć. Zakładam, że Olivia wie o wszystkim. Masował sobie
gmachu terminalu, a większość pasażerów już włączała telefony komórkowe, odpinała pasy
Olivia wcale nie czuła, że jest w ciąży. Jej ciało wcale się nie zmieniło, w każdym razie
teraz, zdała sobie sprawę, że jest w obiektywie kamery.
Na ciemnym, pustym placu nie było żadnej kobiety, żywej czy umarłej. Zawrócił i

©2019 www.desinit.do-zapach.limanowa.pl - Split Template by One Page Love